2012-04-20 15:16 Śląska drogówka ma nowy sprzęt

Sprzęt umożliwiający robienie z daleka zdjęć, na których widać czy np. kierowca ma zapięte pasy lub rozmawia przez telefon, kupiła śląska drogówka.
Jak poinformował podczas konferencji prasowej szef wydziału ruchu drogowego śląskiej policji mł. insp. Tomasz Michalczyk, trzy zestawy skonfigurowanych z laptopami aparatów fotograficznych z teleobiektywami i konwerterami kosztowały łącznie 52,5 tys. zł.

To ? według jego wiedzy ? pierwszy taki sprzęt w drogówce w całej Polsce. - Chcemy odejść od tego prymitywnego pełnienia służby związanego z trzymaniem lornetki przy oczach; wystarczy teraz siedzieć w samochodzie, urządzenie postawić na zewnątrz i rejestrować wszystkie wykroczenia za pomocą laptopa ? wskazał Michalczyk.

Śląscy funkcjonariusze zaczerpnęli pomysł z rozwiązania stosowanego przez policjantów z Norwegii, gdzie uczestniczyli w służbowych szkoleniach. Ponieważ jednak na polskim rynku nie ma gotowych zestawów tego typu, sami przez ostatnie miesiące dobierali urządzenia pozwalające m.in. na zdalną obsługę nowoczesnego sprzętu fotograficznego przez laptopa.
Jak wymieniał szef śląskiej drogówki, zestawy mają służyć przede wszystkim dokumentowaniu z daleka niezgodnych z przepisami zachowań kierowców np. jeżdżących bez pasów, rozmawiających przez telefon, przejeżdżających przez czerwone światła, przewożących dzieci bez fotelików, jeżdżących bez widocznych tablic rejestracyjnych lub naklejek legalizacyjnych.

Michalczyk ocenił, że większość z tych przewinień stała się w ostatnim czasie "prawdziwą plagą". Ich dokumentowanie będzie teraz o tyle łatwiejsze, że zestawy pozwalają m.in. na nagrywanie filmów w dużej rozdzielczości, a potem ich szybki przegląd w celu wyboru klatki, gdzie najlepiej widać popełnione wykroczenie.

W środę jeden taki zestaw pracował w Cieszynie, drugi w Katowicach; możliwości trzeciego były pokazywane dziennikarzom. Jak jednak zaznaczył zastępca komendanta śląskiej policji mł. insp. Roman Rabsztyn, zestawy będą wykorzystywane nie tylko przez drogówkę ? ich możliwości sprawdzono już np. dokumentując burdy stadionowych chuliganów wzniecane podczas niedzielnych piłkarskich derbów Śląska.

- Postanowiliśmy zrobić eksperyment i wykorzystać to urządzenie podczas zabezpieczenia meczu piłkarskiego na stadionie w Chorzowie. (?) Operator wykonał ponad 500 doskonałej jakości zdjęć. W tej chwili specjalna grupa policjantów z komendy wojewódzkiej i Centralnego Biura Śledczego intensywnie analizuje ten materiał. Jakość wykonanych zdjęć jest powalająca, więc nie będzie tu żadnych problemów dowodowych ? ocenił Rabsztyn.

Nowe zestawy fotograficzne drogówki mają m.in. ogniskową sięgającą w przeliczeniu 1120 mm i stosunkowo "ciemne" obiektywy ? F5-6,3. Policjanci wyjaśniają, że celowo dobrali takie parametry, bo ? jak wynika z ich doświadczeń ? przy pewnych ograniczeniach budżetowych takim sprzętem najłatwiej zrobić z daleka ostre zdjęcie szybko jadącego samochodu.

Choć możliwość robienia dobrych zdjęć na dużą odległość będzie raczej ograniczona do normalnych dni z dobrą widocznością, śląska drogówka planuje raczej na co dzień wykorzystywać zestawy na odległości rzędu 50-150 metrów.

"Zestawy sprzętu optycznego do ujawniania i rejestrowania wykroczeń w ruchu drogowym", jak formalnie nazwali je policjanci, zostały kupione dzięki decyzji Wojewódzkiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego ? ze środków zgromadzonych przez Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego.

(za moto.onet.pl)

2012-02-13 13:59 Straże do likwidacji?

Pierwsze samorządy likwidują straże gminne i miejskie na swoim terenie. Po zmianie przepisów w 2011 r. trudniej pokryć koszty ich działalności z fotoradarowych mandatów ? informuje "Rzeczpospolita".
Chodzi o obowiązek uzgadniania miejsca pomiaru prędkości z komendą powiatową policji (wcześniej bardziej niż bezpieczeństwo liczyła się opłacalność ich usytuowania) czy to, że teraz urządzenia mogą być ustawiane wraz ze znakami drogowymi informującymi o kontroli.

- Przez cały zeszły rok nie prowadziliśmy pomiarów prędkości ze względu na zmianę przepisów. Tymczasem fotoradary pomagały nam utrzymać straż gminną ? przyznaje Zdzisław Mikulak, zastępca wójta gminy Stare Pole, która zrezygnowała ze straży.

Straże zlikwidowano też m.in. w Rabie Wyżnej, Skwierzynie, Łagowie, Łasku, Nasielsku i Krasnobrodzie. Za pracę tej formacji podziękowali także radni w Świątnikach Górnych i Zakroczymiu.

A najprawdopodobniej to dopiero początek likwidacyjnej fali, bo MSW planuje kolejne zmiany prawa, które mogą zniechęcić samorządy do straży. - Okazało się, że niektóre samorządy traktują kontrole ruchu drogowego jako narzędzie łatwego zwiększenia dochodów. Niektóre gminy w swoich planach budżetowych z góry zakładały wielomilionowe wpływy z mandatów. Nowelizacja rozporządzenia umożliwi poznanie stopnia angażowania się poszczególnych straży w kontrolę fotoradarową ? mówi rzeczniczka resortu Małgorzata Woźniak.

(źródło; moto.onet.pl)

2012-01-10 13:14 Strażnicy miejscy staną przed sądem

Sześcioro funkcjonariuszy Straży Miejskiej z Sulechowa (Lubuskie) stanie przed sądem za bezprawne wystawianie mandatów - poinformował PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Grzegorz Szklarz.

Sprawa dot. karania osób odmawiających wskazania kierowców popełniających wykroczenia drogowe, które ujawniano za pomocą fotoradarów. \"Chodzi m.in. o nieczytelne fotografie, z których nie można było wywnioskować czy za kierownicą danego pojazdu faktycznie siedział jego właściciel\" - wyjaśnił Szklarz.

Akt oskarżenia w tej sprawie skierowała do sądu Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie; zarzuty dotyczą okresu od stycznia do sierpnia 2010 roku.

Wśród oskarżonych jest komendant Straży Miejskiej w Sulechowie. Według prokuratury przekroczył on swoje uprawnienia i nałożył 276 mandatów na pokrzywdzonych, za niewskazanie przez nich osób faktycznie kierujących pojazdami zarejestrowanymi za pomocą fotorejestratora.

Pozostali oskarżeni: dwie funkcjonariuszki i trzech funkcjonariuszy zostali oskarżeni o nałożenie łącznie 237 takich mandatów.

Nieprawidłowości ujrzały światło dzienne po tym, jak do sądów zaczęły trafiać wnioski o karanie osób, które w podanych wyżej okolicznościach odmówiły przyjęcia mandatu.

W roli oskarżyciela występowała Straż Miejska, podczas gdy nie miała takich uprawnień.

\"Strażnicy Miejscy nie mogli także karać mandatem za odmowę podania danych kierowcy, gdyż w takim przypadku sprawą powinna zająć się policja. Za przekroczenie uprawnień oskarżonym grozi do trzech lat więzienia\" - dodał Szklarz.

(źródło: infor.pl)

2011-12-14 12:58 najwięcej fotoradarów dla Wielkopolski

36 nowych fotoradarów trafi do Wielkopolski, 33 na Śląsk, a 26 - w okolice Warszawy i na północne Mazowsze - tak Inspekcja Transportu Drogowego chce podzielić nowe urządzenia, które kupi w przyszłym roku.
300 nowych fotoradarów ma zastąpić używany sprzęt.

Inspekcja Transportu Drogowego obsługuje system fotoradarów od początku lipca. Teraz inspektorat dysponuje ponad 800 masztami do umieszczania fotoradarów, przejętymi od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz policji. Samych urządzeń jest około 70. Przetarg na nowe fotoradary inspekcja ogłosiła w listopadzie.

Jak poinformował rzecznik Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego Alvin Gajadhur, inspekcja już wstępnie rozdzieliła nowy sprzęt pomiędzy swoje delegatury. Delegatur jest 10, ale należy doliczyć do nich także Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, które obejmuje okolice Warszawy i znaczną część północnego Mazowsza. Tutaj ma trafić 26 nowych fotoradarów.

Najwięcej urządzeń - 36 - dostanie delegatura obejmującej województwo wielkopolskie. Delegatura północna - tereny województw pomorskiego, kujawsko-pomorskiego i część warmińsko-mazurskiego - ma otrzymać 34 urządzenia. Na Śląsk i Opolszczyznę trafią 33 fotoradary, a do województw świętokrzyskiego i małopolskiego - 32.

Na teren województwa łódzkiego i południowego Mazowsza będą przekazane 23 fotoradary, na Warmię, Mazury i Podlasie - 26, a na Pomorze Zachodnie i do województwa lubuskiego - 31. Dolny Śląsk otrzyma 20 fotoradarów, tyle samo ma trafić na Podkarpacie. Województwo lubelskie otrzyma 19 nowych urządzeń.

Nowe urządzenia będą działać w trybie 24-godzinnym bez konieczności zmiany ustawień. Fotoradary będą przesyłały zdjęcia aut, których kierowcy naruszyli przepisy bezpośrednio do centralnego systemu komputerowego inspekcji drogowej. Tam odczytywanie tablic rejestracyjnych i ustalanie danych właściciela pojazdu będzie się odbywało automatycznie.

Inwestycja będzie współfinansowana z funduszy europejskich w ramach Programu Infrastruktura i Środowisko. Inspektorzy planują ustawić nowe urządzenia w najbardziej niebezpiecznych miejscach na polskich drogach.

(za moto.onet.pl)

2011-11-24 15:15 Mandatowa rekordzistka z Włoch

1500 mandatów otrzymała w ciągu roku mieszkająca we Florencji Brytyjka. Łącznie musi zapłacić kary w wysokości ponad 90 tysięcy euro - podały włoskie media.

"Mandatowa" rekordzistka dopuściła się wszelkiego rodzaju wykroczeń za kierownicą. Nagminnie przekraczała prędkość oraz łamała zakaz wjazdu do centrum Florencji, co regularnie, nawet kilka razy dziennie, rejestrowały kamery. Na podstawie ich zapisu wystawiano właścicielce auta kolejne mandaty, które wysyłano na jej stały adres w Wielkiej Brytanii. Żadnego z nich nie zapłaciła, także dlatego, że rezyduje w Toskanii.

Postępowanie w sprawie gigantycznych zaległości wszczęła straż miejska, która ustaliła również florencki adres piratki drogowej. Do domu, w którym mieszka, wysłano jej wszystkie mandaty w wielkiej paczce. Nie wiadomo jeszcze, co z nimi zrobi kobieta, która pod względem liczby mandatów jest we Włoszech absolutną rekordzistką.

(źródło: moto.onet.pl)

2011-11-10 08:27 Dwa sprzeczne mandaty z jednego fotoradaru

Dwa sprzeczne mandaty za zdjęcie z fotoradaru wysłała do jednego kierowcy straż gminna z Kobylnicy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że za drugi mandat kierowca ma zapłacić 200 złotych i 4 punkty karne, ale jeżeli nie wskaże osoby, która kierowała pojazdem, to zapłaci jedynie 150 złotych. Okazuje się, że czasami kierowcy dostają "atrakcyjną ofertę" za chwilową amnezję. Gdzie tu logika?
- To jakiś nonsens, chyba czegoś tu nie rozumiem - komentuje sprawę Marek Ćpiechowicz, który zgłosił sprawę do słupskiej redakcji "Dziennika Bałtyckiego".
Mężczyzna posiada dwa wystawione w ciągu miesiąca mandaty za przekroczenie prędkości pochodzące z tego samego fotoradaru, stojącego w Kobylnicy. Pierwszy na kwotę 100 zł i dwa punkty karne, zamienne na grzywnę 300 zł, jeśli właściciel nie wskaże kierowcy. Tu wydaje się być wszystko w porządku.
Wątpliwości co do logiki kierującej Strażą Gminną w Kobylnicy budzi jednak drugi mandat. Wystawiony został na 200 zł i 4 punkty karne, jednakże jeśli właściciel nie wskaże prowadzącego, to zapłaci... 150 zł.

I choć w oświadczeniu, które przychodzi do karanego kierowcy pocztą wraz ze zdjęciem z fotoradaru widnieje informacja, że składanie fałszywych zeznań jest karalne, to i tak mało kto zdecydowałby się przyznać do prowadzenia auta. Jak się okazuje, przypadek pana Marka nie jest odosobniony.

Również innym kierowcom zdarzało się, że otrzymywali atrakcyjną "ofertę" za chwilową amnezję.
- Można pokusić się o stwierdzenie, że za składanie fałszywego zeznania można otrzymać rabat na mandat - naśmiewa się kierowca Krzysztof. - Sam miałem podobny przypadek i celowo skłamałem, że nie wiedziałem, kto prowadził mój samochód.

Skąd się bierze ta różnica? W odpowiedzi z Urzędu Gminy Kobylnica pojawiła się wyliczanka artykułów z kodeksu postępowania w sprawach wykroczeń, z której jednak niewiele wynika oprócz tego, że stanowi podstawę prawną wystawiania mandatów. W piśmie wójt powołuje się również na rozporządzenie prezesa Rady Ministrów z dnia 24 XI 2003 r.:

Wykroczenia, które nie są określone w ww. rozporządzeniu (taryfikatorze) organ nakładający karę w postaci mandatu wymierza go według swojego uznania w granicach przewidzianych przez ustawę za dany rodzaj wykroczenia - pisze wójt Leszek Kuliński. Nie ustosunkowuje się jednak do faktu, że "swoje uznanie" organu jest w tym przypadku mało logiczne i niekonsekwentne.

To nie pierwsze kontrowersje związane z funkcjonowaniem fotoradarów w gminie Kobylnica. Już wcześniej kierowcy zarzucali tutejszej Straży Gminnej, że celowo wybiera takie lokalizacje dla postawienia urządzenia, które miałyby nie tyle zwiększyć bezpieczeństwo na drodze, co nabić jak najwięcej pieniędzy. W efekcie gminna kasa wzbogaciła się w 2010 roku o 7,5 miliona zł.

(źródło: naszemiasto.pl)

2011-11-07 10:44 Fotoradar śledzący jednocześnie wiele samochodów

Rosyjska firma, która wyposaża polską policję w "suszarki" Iskra, stworzyła fotoradar mogący jednocześnie śledzić ponad trzydzieści pojazdów. Niebawem urządzenie to stanie się potężną bronią w rękach stróżów prawa.

Niedawno Inspekcja Transportu Drogowego rozpisała przetarg na trzysta nowych fotoradarów. Na szczęście dla kierowców łamiących przepisy, nie trafią do nas superfotoradary opracowane w Rosji. Nowe urządzenia o całą epokę wyprzedzają te stosowane w Polsce. Najważniejszą przewagą w stosunku do dotychczasowego sprzętu stanowi możliwość jednoczesnego śledzenia wielu pojazdów. Stosowane obecnie fotoradary emitują w stronę nadjeżdżających pojazdów tylko jedną wiązkę laserową, co oznacza, że ?na cel? mogą wziąć tylko jeden samochód. Opracowany przez rosyjską firmę Simicon fotoradar Cordon potrafi znacznie więcej.

Urządzenie jest w stanie na bieżąco śledzić aż 32 samochody, poruszające się na czterech pasach ruchu. To jednak nie wszystko. Cordon w czasie rzeczywistym pokazuje ich prędkość i w locie odczytuje tablice rejestracyjne. Samochody, które rozwijają nadmierną prędkość, oznaczane są czerwonym punktem, a te, które jadą zgodnie ze wskazaniami znaków, zielonym. Montowane na wysokości 5-8 m urządzenie sprawdza prędkość pojazdów, które się do niego zbliżają oraz tych, które już je minęły.

Nowość firmy Simicon jest nawet w stanie określić, czy dany pojazd jest samochodem osobowym, czy ciężarowym. Dzięki tej funkcji może służyć również do karania kierowców poruszających się pasami, na których nie powinni się oni znaleźć. Jazda po tzw. buspasie samochodem osobowym zostanie więc odnotowana nawet wówczas, gdy kierowca nie przekroczy dozwolonej prędkości. Skuteczność Cordona nie spada nawet w nocy. Wówczas urządzenie przełącza się w tryb korzystający z podczerwieni i dalej zmusza kierowców do zdjęcia nogi z gazu.
Cordon łączy się z operatorem poprzez internet i przesyła dane, pozwalające szybko wystawić mandat. Oprócz zbliżenia samochodu i kierowcy, łamiącego prawo do centrali trafia zdjęcie przedstawiające sytuację na całej szerokości drogi w momencie popełnienia wykroczenia oraz odczytany numer rejestracyjny pirata drogowego.

Nowość firmy Simicon na razie jest w trakcie procesu certyfikacji. Pierwsze czujniki tego typu zostały już jednak próbnie zamontowane w Petersburgu.

2011-10-26 15:41 W listopadzie przetarg na 300 fotoradarów

W pierwszej połowie listopada Główny Inspektorat Transportu Drogowego ogłosi przetarg na zakup 300 nowych fotoradarów. Nowe urządzenia zastąpią używany dotąd sprzęt.

Jak poinformował Alvin Gajadhur, rzecznik GITD, nowe urządzenia mają działać w trybie 24-godzinnym bez konieczności zmiany ustawień. Urządzenia będą przesyłały zdjęcia aut, których kierowcy naruszyli przepisy, dzięki połączeniu internetowemu, bezpośrednio do centralnego systemu komputerowego w GITD. Tam odczytywanie tablic rejestracyjnych i ustalanie danych właściciela pojazdu będzie się odbywało automatycznie.

Inwestycja będzie współfinansowana z funduszy europejskich w ramach Programu Infrastruktura i Środowisko. Inspektorzy planują ustawić nowe urządzenia w najbardziej niebezpiecznych miejscach na polskich drogach.

Inspekcja drogowa przejęła obsługę fotoradarów z początkiem lipca br. Zyskała też uprawnienia do wystawiania mandatów za przekroczenie prędkości. Obecnie inspektorat dysponuje ponad 800 masztami przejętymi od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz policji, na których mogą być zawieszane fotoradary, starych fotoradarów jest 70.

Jak poinformował rzecznik GITD, dzięki automatyzacji obsługi systemu nadzoru nad ruchem drogowym, prowadzeniem postępowań mandatowych obecnie zajmuje się 70 osób, podczas gdy w policji nad tym samym pracowało około 500 funkcjonariuszy.

2011-09-20 13:58 Fotoradar źle zmierzył prędkość?

Fotoradar, który stoi w Darżynie (woj. Pomorskie), zmierzył 63-letniemu Wojciechowi Marszałowiczowi z Gdańska prędkość 105 km na godzinę w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie prędkości do 50 km na godzinę.
Mężczyzna mandat otrzymał pocztą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pan Wojciech nie mógł jechać z taką prędkością, ponieważ jego ciężarowy MAN ma założony ogranicznik prędkości do 85 km na godz. - donosi serwis naszemiasto.pl.
Oburzony kierowca nie może zrozumieć jak mogło dojść do takiwj pomyłki. Aby dochodzić swoich praw, wybrał się do siedziby Straży Gminnej w Potęgowie, która ustawiła fotoradar w Darżynie. Po dyskusji i przedstawieniu dokumentacji homologacji pojazdu strażnicy anulowali mu mandat. Jednak kierowca nie zamierza na tym poprzestać i postanowił nagłośnić sprawę.
- Chcę uczulić kierowców na podobne praktyki ? powiedział dla portalu naszemiasto.pl Marszałowicz. - Mnie się udało, ponieważ mam dokumenty, że auto ma blokadę. Gdybym jednak jechał samochodem osobowym, zapewne musiałbym zapłacić mandat. Do tego doszłyby punkty karne. W taki sposób niewinny użytkownik drogi może stracić prawo jazdy.
Jak czytamy na stronie naszemiasto.pl, Agnieszka Kolaczuch, komendant Straż twierdzi, że doszło do nieporozumienia i nie zgadza się, że w przypadku samochodu osobowego błąd byłby nie do wykrycia. Kolaczuch twierdzi, że takie błędy są do wykrycia w każdym przypadku. Jej zdaniem weryfikacja prędkości auta osobowego mogłaby się odbyć po ?linii pomiarów?.
Jak możliwe, że fotoradar źle zmierzył prędkość ciężarówce? Zdaniem pani komendant sprawa jest oczywista. Twierdzi, że przed ciężarówką jechał motocyklista i to wystarczy, a fotoradar zmierzył jego prędkość.
- Bzdura. Gdyby mijał mnie motocyklista, to chyba bym o tym wiedział ? wyjaśnił kierowca w portalu. - Uważam, że fotoradar przekłamuje. To po prostu sposób na łupienie kierowców i nabijanie kasy do budżetu gminy.
Jednak taka argumentacja nie przekonuje pani komendant. Twierdzi, że fotoradar nie może źle wskazywać, bo urządzenie jest nowe - trafiło do gminy na początku września - i posiada wszystkie atesty.

2011-09-01 08:34 Ustawili budki dla ptaków udające... fotoradary

"Polska Głos Wielkopolski": Trzy budki lęgowe dla ptaków, do złudzenia przypominające fotoradary stanęły przy ulicy Przemysłowej w Koninie. Efekt jest już widoczny. Kierowcy przejeżdżający obok szarych budek zwalniają. - Jeśli uda nam się dzięki temu zapobiec choćby jednemu wypadkowi, to już będzie sukces - mówi Bartosz Jędrzejczak ze Stowarzyszenia "Niesłusz". Odcinek ul. Przemysłowej od skrzyżowania z ul. Okólną do świateł przy ul. Matejki, jest w Koninie częścią drogi krajowej nr 25. Nic więc dziwnego, że jest tam bardzo duży ruch. Poza samochodami pędzącymi w kierunku Bydgoszczy, przejeżdżają tamtędy pracownicy elektrowni i kopalni. W godzinach szczytu kierowcy są zmuszeni do ograniczenia prędkości, ale wieczorem i w nocy rozpoczynają się prawdziwe wyścigi. - Tu jest niemożliwie. Około godz. 22 tak pędzą, że aż gwiżdże. Droga jest zrobiona bardzo ładnie, ale co z tego, jak okna nie można uchylić - mówi Tadeusz Kolczyński.
Mieszkańcy twierdzą również, że odcinek DK25 w Niesłuszu jest niezwykle niebezpieczny. Statystyki policyjne nie są jednak przerażające. Od początku roku doszło tu do dziewięciu kolizji i jednego wypadku, w którym ranna została jedna osoba. Tymczasem tuż przed zamontowaniem budek przypominających fotoradary, na ul. Przemysłowej o mało nie doszło do tragedii. - W ostatni weekend TIR zamiast pojechać prosto skręcił na wysepki i skosił wszystkie znaki drogowe. Zatrzymał się na bandzie przy ul. Okólnej. Na szczęście było to około pierwszej w nocy i nikt tamtędy nie przechodził. Gdyby coś takiego wydarzyło się w dzień, to skończyłoby się o wiele poważniej - mówi Bartosz Jędrzejczak.
W obawie o swoje bezpieczeństwo i nie mogąc doprosić się od 3 lat fotoradarów, mieszkańcy postanowili postawić na swoich posesjach budki lęgowe dla ptaków. Jak mówili, przy tak ruchliwej ulicy ptaki nie mają szansy znaleźć gniazda i wychować potomstwa. Budki zostały skonstruowane tak, żeby można było je otworzyć i wyczyścić. Całkiem przypadkiem ustawiono je wlotem w kierunku ulicy i pomalowano na szaro. - To jest taki ciepły i bardzo ładny kolor - mówi Piotr Rosiejewski. - Zdecydowałem się postawić budkę dla bezpieczeństwa ptaków poruszających się pieszo. Nasypię trochę ziarna i będę obserwował jak zachowują się ptaszki na kółkach. Zobaczymy z jaką prędkością będą latały - dodaje Rosiejewski.
Kierowcy na widok stojącej przy drodze szarej skrzynki już zdejmują nogę z gazu. - Te budki to bardzo dobry pomysł. Mogą u mnie taką też postawić - stwierdził T. Kolczyński.
Drewniane budki z okrągłym otworem i patykiem dla ptaków zrobił mieszkający w Niesłuszu stolarz. Koszt trzech budek lęgowych to około 200 złotych. To niedużo za ocalenie ludzkiego życia. - Może mieszkańcy innych osiedli nie mogąc doprosić się od urzędników fotoradarów, zadbają o ptaki przy drodze - mówi Bartosz Jędrzejczak.

2011-08-24 09:30 Fotoradar zbankrutował

Koniec z polowaniem na kierowców pod Ustką. Zmotoryzowani walnie przyczynili się do plajty urządzenia.

Kierowcy przykładnie respektowali ograniczenia prędkości, nie dając zarobić fotoradarowi na własne utrzymanie. Władzom gminy nie opłacało się go więc już rozstawiać na gminnych drogach, bo koszty obsługi i obróbki zdjęć przewyższały wysokość wystawianych mandatów. Turyści chętnie odwiedzają nadbałtycki kurort. Całe rzesze ciągną na wakacje do Ustki, czy nie mniej popularnych Rowów. Przenośny fotoradar miał być łatwym sposobem na zarobek dla władz gminy.

Jeszcze w poprzednim sezonie jednego dnia potrafił złapać nawet 500 kierowców! Gminni księgowi zacierali ręce.

Ale tegoroczny sezon okazał się wyjątkowo ?pechowy?. Maszyna nie była w stanie zarobić na własne utrzymanie. Liczba samochodów złapanych przez ustecki fotoradar spadła do zaledwie 20 dziennie. Do tego kierowcy przekraczali dozwoloną prędkość o zaledwie 5 kilometrów.

- Kierowcy sami zaczęli jeździć wolniej, co przełożyło się na podjęcie decyzji o rezygnacji z urządzenia. A średnia prędkość przekraczana przez kierowców pozwalała na wystawienie co najwyżej mandatu w wysokości 50 złotych. Obróbka zdjęcia i koszty wysyłki mandatu do kierowcy wahają się w granicach 65 złotych - tłumaczy Anna Sobczuk-Jodłowska, wójt gminy Ustka.

I tak oto fotoradar trafił do magazynu firmy, która ten radar wynajmowała władzom gminy...

- W ogóle nie jest mi żal po tym urządzeniu. Fotoradary tylko miejscowo poprawiają bezpieczeństwo na drodze. Niech lepiej drogi zbudują - mówi nam kierowca Mirosław Winiaszek (56 l.) z usteckiego Grabna.

A inni zmotoryzowani mówią, że kierowcy z całej Polski mogą brać przykład z tego co stało się z usteckim fotoradarem. Wystarczyło zdjąć nogę z gazu, a już skończyło się polowanie na drodze.

- Postawa kierowców jest warta pochwały - przyznaje podkomisarz Robert Czerwiński (34 l.) ze słupskiej policji.

(źródło: Fakt.pl :)

2011-08-22 13:32 Nowy sposób na uniknięcie mandatu

Za pomocą programów komputerowych, z tablic rejestracyjnych, które są niewidoczne na zdjęciach z fotoradarów, straż miejska możne odczytać numery i wystawić mandat. Kierowcy protestują ? pisze Adam Makosz w ?Dzienniku Gazecie Prawnej?.Kierowcy oskarżają strażników o fotomontaż i nie godzą się na płacenie mandatów, które wystawiono na podstawie tak zmodyfikowanych zdjęć.Strażnicy bronią się, przyznając, że przerabiają zdjęcia, ale robią to w sposób, który jest zgodny z prawem.Dotychczas sądy pozwalały na wykorzystanie takich zdjęć jako dowodu, jednak eksperci stają murem za kierowcami i kwestionują zasadność takiej praktyki.
(źródło: Gazeta Prawna / onet.pl)

2011-08-03 08:59 Wandale niszczą i kradną fotoradary

Główny Inspektor Transportu Drogowego rozważa, czy nie zwrócić się do Ministra Sprawiedliwości o zaostrzenie kar dla złodziei i wandali niszczących fotoradary. Inspekcja drogowa boryka się z kradzieżami i dewastacją sprzętu.
Inspekcja drogowa przejęła obsługę fotoradarów z początkiem lipca br. Zyskała też uprawnienia do wystawiania mandatów za przekroczenie prędkości.
Inspektorat dysponuje ponad 800 przejętymi od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad oraz policji masztami, na których mogą być zawieszane fotoradary, samych fotoradarów jest 75. GITD planuje w najbliższych miesiącach kupić kolejnych 300 urządzeń.

Jak poinformował rzecznik GITD Alvin Gajadhur, inspekcja boryka się z kradzieżami i dewastacją fotoradarów. Taka kradzież miała miejsce na przykład w miniony weekend w Pszczynie na drodze krajowej nr 1. "Złodzieje dodatkowo poprzecinali przewody elektryczne, które zasilały fotoradar" - powiedział rzecznik.
Przytoczył także inne przykłady - na drodze krajowej nr 73 w Kielcach i na drodze krajowej nr 1 w miejscowości Goczałkowice-Zdrój w województwie śląskim podpalone zostały dwa maszty wraz z obudowami. W tym drugim przypadku zniszczony został również fotoradar. "Do aktu wandalizmu doszło także w Łodzi, gdzie zniszczony został obiektyw fotoradaru oraz w miejscowości Franciszkowo przy drodze krajowej nr 16 w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie miała miejsce nieudana próba kradzieży urządzenia" - wymienił rzecznik.
Jak poinformował Gajadhur, Inspekcja Transportu Drogowego ustawia nowe maszty w miejsce zdewastowanych. Zaapelował o natychmiastowe powiadamianie organów ścigania, w przypadku zauważenia prób niszczenia sprzętu. "Do dewastacji dochodziło przy drogach, na których miały miejsce tragiczne wypadki" - dodał rzecznik.


Poinformował, że jeżeli takie przypadki będą się powtarzać, to Główny Inspektor Transportu Drogowego zwróci się do Ministra Sprawiedliwości o zaostrzenie kar dla sprawców tego typu przestępstw.
(źródło: moto.onet.pl)

2011-07-14 10:23 Są pierwsze żółte odblaskowe fotoradary.

Pierwsze trzy fotoradary zostały oklejone żółtą folią odblaskową. Wszystkie w Warszawie. Inspekcja Transportu Drogowego ma trzy lata na oklejenie urządzeń w całej Polsce.
Widoczną z daleka żółtą folią odblaskową, zostały oklejone fotoradary na ulicach Pułkowej, Czecha i w Alei Stanów Zjednoczonych. Sukcesywnie mają być oklejane wszystkie takie urządzenia przy polskich drogach. Ale niestety inspekcja ma na to aż trzy lata.
Od 1 lipca br. Inspekcja Transportu Drogowego przejęła fotoradary i to teraz ona będzie wystawiać mandaty.
Kończy się okres partyzantki i radarów, ukrytych w śmietnikach. Teraz urządzenia mają być widoczne dla kierowców. Ale nadal nie znaczy to, że gdy zobaczymy maszt na fotoradar, w środku będzie działające urządzenie, a nie atrapa. Niestety upadł pomysł, by puste skrzynki zasłaniać pokrowcami.
Na razie Inspekcja Transportu Drogowego ma około 80 urządzeń, ale jak zapowiada, w najbliższym czasie ma kupić jeszcze 300 sztuk.
(źródło: onet.pl)

2011-07-01 09:18 Klapa zamiast rewolucji w fotoradarach

Od dziś - zgodnie ze znowelizowaną ustawą o ruchu drogowym - Główny Inspektorat Transportu Drogowego wystawia mandaty kierowcom zarejestrowanym przez fotoradar na drogach krajowych. W Polsce powstało 10 delegatur, które przejmą fotoradary stacjonarne od drogówki i zajmą się ich obsługą. Dzięki temu policjanci nie będą już spędzać wielu godzin za biurkiem przy obrabianiu zdjęć przekraczających prędkość samochodów.

Co miało zmienić się dla kierowców? Przede wszystkim z dróg miały zniknąć atrapy fotoradarów, czyli puste skrzynki, do których nie można włożyć urządzeń mierzących prędkość.
Tymczasem atrapy wciąż można spotkać na drogach w całym kraju. W samej Wielkopolsce delegatura Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nie zdemontowała 22 atrap. Kiedy to zrobi? - Nie spieszymy się z tym, bo uważamy, że poprawiają one bezpieczeństwo na drogach. Jak dostaniemy wyraźne polecenie z inspektoratu, wtedy atrapy usuniemy - mówi Tadeusz Łuka z GDDKiA w Poznaniu.

Kolejnych 20 atrap podlega samorządom. Też nie zostały usunięte.

Nie pomalowano również na widoczny z daleka żółty kolor skrzynek, do których wkłada się fotoradary. A inspektorat dopiero dzisiejszej nocy wyznaczał miejsca, w których pojawią się urządzenia rejestrujące prędkość. - W czerwcu przejęliśmy urządzenia od policji. To nie są sprawy, które da się zrobić z dnia na dzień. Ale działamy zgodnie z prawem. Okres przejściowy wynosi trzy lata, mamy więc jeszcze czas - twierdzi Aleksander Żołędziowski z Wielkopolskiego Inspektoratu Transportu Drogowego.

Adrian Furgalski, ekspert transportowy z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR: - Wiele samorządów wykorzystywało radary jako maszynki do robienia pieniędzy. Ustawiały je na prostej drodze, w bezpiecznym miejscu, a wpływy z mandatów zasilały budżet gminy. Ustawa miała to zmienić. Fotoradary miały się znaleźć wyłącznie w miejscach niebezpiecznych.

Ale to także w najbliższym czasie się nie zmieni, bo inspekcja wciąż nie ma gotowej listy masztów, które mają zniknąć i miejsc, w których pojawią się nowe. Kiedy będzie gotowa? - Analizy trwają - tłumaczy Alvin Gajadhur, rzecznik GITD.

- Sytuacja miała być jasna. Kierowca miał być informowany, w jakich miejscach mierzona jest prędkość. A skrzynki, w których nie ma urządzeń, miały być zasłaniane. Koniec ze straszeniem i oszukiwaniem. Teraz okazuje się, że wszystko kuleje i wprowadzenie nowych przepisów się opóźnia - komentuje Krzysztof Tchórzewski, poseł PiS z komisji infrastruktury.

Choć wcześniej zapowiadano, że nieużywane skrzynki będą zasłaniane, tak się nie stanie. - Zważywszy na wzrastającą liczbę wypadków, nie wiem, czy byłoby celowe informowanie kierowców o tym, które urządzenia nie działają. Mogłoby to negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo na drogach - mówi Alvin Gajadhur.

W tej chwili na 800 masztów w Polsce, przypada jedynie 75 urządzeń. W Wielkopolsce na 66 masztów jest 6 fotoradarów. Rzecznik GITD zapewnia, że docelowo na każdym maszcie znajdzie się radar. - Najpierw jednak musimy je dokupić. Już teraz planujemy zakup 300. Mamy nadzieję, że do końca roku się uda - mówi Gajadhur.

Ustawę uchwalono pół roku temu. Dlaczego inspekcja nie zdążyła na czas? - Przez sześć miesięcy tego roku naszym zadaniem było jedynie przejęcie masztów i urządzeń rejestrujących od GDDKiA i policji oraz ich ewidencja. Dopiero teraz rozpoczynamy zarządzanie całym systemem. Wcześniej nie mogliśmy rozpisać przetargów ani wykorzystać unijnych funduszy - wyjaśnia rzecznik.

Poseł Tchórzewski: - Jeszcze kilka tygodni temu urzędnicy zapewniali nas, że zdążą ze zmianami na czas. Inspektorat miał pół roku na przygotowania. Maszty można było pomalować już w marcu. To nie było trudne zadanie. Można było to zrobić w terminie i były na to pieniądze. To kolejny dowód na to, że minister infrastruktury sobie nie radzi.



Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

2011-06-15 14:09 Koniec z hamowaniem przed fotoradarami...

Często mówi się, że fotoradary nie spełniają należycie swojej funkcji, gdyż kierowcy zwalniają tylko przed masztami, po czym znowu wciskają gaz. ITS ma już sposób na rozwiązanie tego problemu ? pisze Łukasz Kuligowski w ?Dzienniku Gazecie Prawnej?.
Od 1 lipca 2011 roku wszystkie stacjonarne fotoradary przejdą w ręce Inspekcji Transportu Drogowego. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad już przekazała jej wszystkie maszty fotoradarowe, a obecnie trwa przejmowanie sprzętu od policji.
Oprócz tradycyjnych urządzeń pomiarowych, inspektorzy będą dysponowali urządzeniami, które zmierzą średnią prędkość na danym odcinku drogi. Jeżeli kierowca pokona trasę pomiędzy punktami pomiarowymi szybciej niż będzie przewidywał ustalony limit, wówczas zostanie mu zrobione zdjęcie, które będzie stanowiło podstawę do wystawienia mandatu.
Zdjęcia wykonane przez fotoradary trafią do nowego centrum automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym. Jak pokazuje przykład Francji, gdzie po wdrożeniu analogicznego sytemu, liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych spadła o ponad 40 proc., takie rozwiązanie przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach, a także sprawi, że piraci będą karani szybciej.
(źródło: moto.onet.pl)

2011-05-04 14:57 Odcinkowy pomiar prędkości na A1?

Coraz częściej mówi się o kontrolach prędkości na autostradach i o metodach, którymi należy to robić. Z tego powodu niemałe zdziwienie wśród kierowców spowodowało ustawienie na autostradzie A1 znaków informujących o odcinkowym pomiarze prędkości.Pojawienie się nowych znaków na odcinku z Rusocina do Nowych Marz zaskoczyło kierowców i spowodowało wiele spekulacji. Spieszymy uspokoić. Jak zapewnia Ewa Łydkowska, rzecznik prasowy Gdańsk Transport Company zarządzającej północnym odcinkiem A1, żaden nowy system nie został wprowadzony. Jest to jedynie informacja o działającym od początku istnienia autostrady pomiarze, polegającym na sprawdzeniu czasu przejazdu między bramkami. Dokonywany on jest na podstawie informacji o godzinie wjazdu na autostradę i jej opuszczenia. Pomiar ten jest rejestrowany wyłącznie na potrzeby zarządcy i nie może być podstawą do wystawienia mandatu.- Wszystkie działania są wykonywane w ramach dbania o bezpieczeństwo użytkowników autostrady, gdyż mimo, że autostrada jest bardzo bezpieczna to właśnie nadmierna prędkość jest główną przyczyną wypadków - podkreśla Łydkowska. Nie wyklucza jednak możliwości wprowadzenia nowego systemu w przyszłości. Jednak aktualnie jest "zbyt wcześnie, żeby podać więcej informacji".Systemy mierzące średnią prędkość przejazdu znane są już w wielu krajach, na przykład w Wielkiej Brytanii. Rejestrują one samochód na początku i na końcu określonego odcinka drogi. W sytuacji, gdy średnia prędkość pojazdu była wyższa niż dopuszczalna zdjęcie zostaje zapisane, a odpowiednie służby wystawiają mandat. Dotychczas barierą przed wprowadzeniem takiej metody pomiaru prędkości w Polsce był brak odpowiednich zapisów prawnych. Jednak już wkrótce się to zmieni. Na podpis Ministra Infrastruktury już czeka odpowiednie rozporządzenie regulujące prawo w tej materii.Co to oznacza dla użytkowników autostrad? Tego typu urządzenia faktycznie mogą się pojawić i to już latem. Jak informuje Łydkowska, jest to najwcześniejszy możliwy termin, ale też mało prawdopodobny. Oczywiście taki system będzie zarządzany przez odpowiednie służby, czyli policję, a później inspekcję transportu drogowego, gdy ta przejmie obowiązki związane z automatycznymi systemami pomiaru prędkości.Jak się okazało, pojawienie się nowych znaków nie niesie jeszcze za sobą żadnych zmian. Jednak należy się spodziewać, że w bliżej lub dalszej przyszłości odcinkowy pomiar prędkości trafi też na nasze autostrady.

za moto.wp.pl

2011-04-18 15:44 Będzie jednolite oznakowanie fotoradarów

Na najszybszych drogach znak informujący o kontroli prędkości pojawi się co najmniej pół kilometra przed nią - podaje Agata Łukaszewicz w "Rzeczpospolitej".
Ujednolicony znak D-51 ma informować kierowców o lokalizacji fotoradarów. To, o ile wcześniej się pojawi, zależy od drogi i prędkości, jaką można na niej rozwijać. Na najszybszych trasach będzie to min. 500 m przed urządzeniem.Dodatkowo, obudowy na fotoradary pokryte będą odblaskową folią w kolorze żółtym. Kiedy zaś urządzenie zniknie z masztu, obudowa zostanie zasłonięta.Fotoradary nie mogą też stać zbyt blisko siebie. Na terenie zabudowanym odległość między nimi musi wynosić min. 1 km, a poza nim 5 km.
źródło: onet.pl za Rzeczpospolitą

2011-03-15 15:47 Atrapy fotoradarów prędko nie znikną

Kierowcy cieszyli się, że znowelizowane ustawy spowodują usunięcie z dróg atrap fotoradarów. Tymczasem ustawa daje na to czas aż do końca przyszłego roku.Jak podaje serwis rmf24.pl, atrapy fotoradarów będą straszyć kierowców jeszcze przez prawie dwa lata. Dlaczego?Z rozporządzenia Ministerstwa Infrastruktury wynika, że do końca marca 2011 właściciele wszystkich fotoradarów mają przesłać informacje o swoich fotoradarach i pustych masztach do Inspekcji Transportu Drogowego.Do końca roku do ITD mają wpłynąć wnioski o zatwierdzenie lokalizacji fotoradarów. Kolejne pół roku ITD dostaje na rozpatrzenie wniosków. Następne 6 miesięcy to czas na demontaż urządzeń ustawionych bez zezwolenia oraz atrap.

2011-02-18 09:27 Pokazał palec do fotoradaru. Zapłacił wysoki mandat

Brak przedniej tablicy rejestracyjnej motocykli sprawia, że ich użytkownicy nieraz świadomie przejeżdżają koło fotoradarów z nadmierną prędkością. W przypadku urządzeń robiących zdjęcia od przodu ukaranie winnego wydaje się niewykonalne.Niektórzy posiadacze jednośladów idą więc krok dalej, mijając urządzenie pomiarowe na tylnym kole lub wykonując przed nim obraźliwe gesty. O ciekawym przypadku krnąbrnego motocyklisty informuje brytyjski RAC plc, firma świadcząca różnego rodzaju usługi dla zmotoryzowanych.Na stronach rac.co.uk można przeczytać o kierowcy, który z prędkością 48 mil/h (77 km/h) przejechał przed fotoradarem ustawionym w strefie z ograniczeniem prędkości do 30 mil/h (48 km/h). Jak by tego mało, kierowca mijając urządzenie wykonał obraźliwy gest palcem.Wybryk nie uszedł jednak sprawcy na sucho. Wizjer kasku był uchylony, dzięki czemu fotoradar mógł sfotografować część twarzy kierowcy. Policjanci wiedzieli również, że wykroczenie popełnił posiadacz motocykla Jinlun Lexmoto. Pewien 26-latek za kierownicą identycznej maszyny był później widywany na tej drodze.Funkcjonariusze spisali więc numery motocykla i postanowili odwiedzić jego kierowcę w domu ? podaje serwis rac.co.uk. Kompletnie zaskoczony pirat przyznał się do popełnienia wykroczenia dodając, że koledzy zapewniali go, iż pozostanie bezkarny. ? Mam nadzieję, że wszyscy nieodpowiedzialni motocykliści zrozumieją po tej lekcji, że zamierzamy odszukać i ukarać każdego, kto zostanie sfotografowany podczas jazdy z nadmierną prędkością - zadeklarował Mick Gear z Hampshire Police.Ujęty motocyklista został ukarany mandatem w wysokości 177 funtów (równowartość 820 złotych) oraz pięcioma punktami karnymi.
(za moto.onet.pl i scigacz.pl

2011-02-10 09:46 Mandat za prędkość... 1230 km/h

Kierowca furgonetki z okolic Brindisi, na południu Włoch, otrzymał pocztą mandat za to, że pędził nią z prędkością ... 1230 kilometrów na godzinę, podczas gdy dopuszczalna prędkość na drodze którą jechał wynosi - według dokumentu - 1078 km na godzinę.

Kiedy odbiorca tego zdumiewającego mandatu, sporządzonego na podstawie fotoradaru, doszedł do siebie, skierował sprawę do organizacji obrony praw konsumentów. Ta z kolei poinformowała o tej osobliwości włoskie media zwracając ich uwagę na to, że kierowcy zarzucono, że przekroczył prędkość dźwięku (ok. 1215 - 1230 km/godz w zależności od parametrów środowiska).

Przedstawiciel stowarzyszenia Giovanni D\'Agata oświadczył: \"Nie wierzyliśmy póki nie zobaczyliśmy na własne oczy mandatu, jaki otrzymał właściciel środka lokomocji, który - o ile nam wiadomo - nie jest samolotem\".

Stowarzyszenie pod nazwą Obrona Konsumenta uznało ten mandat za kolejny przykład częstego, wadliwego funkcjonowania fotoradarów i podobnych systemów pomiarów prędkości na włoskich drogach, co - jak zauważono - prowadzi do takich właśnie absurdów.

(za onet.pl)

2011-02-07 11:06 Bramki pomiarowe zastąpią fotoradary

Już niedługo mało efektywne fotoradary mogą odejść do lamusa. Ich funkcję przejmą o wiele bardziej skuteczne bramki, które będą mierzyć średnią prędkością przejazdu auta na wyznaczonych odcinkach.
Fotoradary przestały spełniać swoją pierwotną funkcję. Kierowcy nie tylko ostrzegają się o miejscach w których aktualnie znajdują się działające urządzenia pomiarowe, ale widząc fotoradar, hamują bezpośrednio przed nim, zwalniają i gdy tylko ?zagrożenie? minie, dociskają pedał gazu i kontynuują podróż, wracając do wcześniejszego tempa.
Nowym sposobem policji na piratów drogowych mają być bramki kontroli prędkości. Na konstrukcji znajdującej się nad drogą umieszczone są kamery, które wykonują zdjęcie każdego z przejeżdżających aut. Kolejna fotografia wykonywana jest przez analogiczne urządzenia oddalone o 10 km od pierwszej bramki. Na podstawie wykonanych zdjęć, możliwe jest ustalenie średniej prędkości każdego z aut przejeżdżającego dany odcinek.
Aktualnie nowe rozwiązania wymierzone przeciwko piratom drogowym testowane są w 22 miejscach na trasach wylotowych z Warszawy w kierunku Katowic i Krakowa.
Jeżeli próby bramek pomiarowych przyniosą spodziewane efekty, system zacznie działać w drugiej połowie br.

2010-12-17 11:07 Fotoradary na granicy prawa

Władze gmin traktują fotoradary jak maszynki do zarabiania pieniędzy - wynika z raportu pokontrolnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, do którego dotarła "Rzeczpospolita".
Resort wziął pod lupę straże miejskie, które dzierżawią fotoradary od prywatnych firm.Raport wskazuje, że taka praktyka prowadzi do nieprawidłowości we współpracy samorządów i przedsiębiorstw, które są właścicielami tych urządzeń. Im więcej było mandatów, tym więcej pieniędzy wpływało do kasy prywatnej firmy - akcentuje gazeta. A w grę wchodzą wielkie pieniądze. Z danych MSWiA wynika, że tylko w 2009 r. straże gminne ujawniły 2 mln wykroczeń bezpieczeństwa ruchu i nałożyły około miliona mandatów na kwotę 148 mln zł.
Duża ich część pochodzi właśnie z fotoradarów. Nieprawidłowości nie da się wyeliminować bez lepszego nadzoru, dlatego ministerstwo opracuje wytyczne dla wojewodów, dotyczące monitorowania straży miejskich i gminnych - czytamy w publikacji "Rzeczpospolitej".

2010-09-27 15:56 Fotoradar - tam, gdzie potrzebny

Z polskich dróg mają zniknąć atrapy fotoradarów, a urządzenia te mają być wyraźnie oznakowane i widoczne tak, by przede wszystkim spełniały rolę prewencyjną i przyczyniły się do poprawy bezpieczeństwa na drogach - zakłada nowela przepisów o ruchu drogowym.
W myśl nowych przepisów Inspekcja Transportu Drogowego przejmuje od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wszystkie fotoradary na drogach krajowych. "GDDKiA ma się zajmować tylko budową i utrzymaniem dróg, a jeśli chodzi o sprawy bezpieczeństwa to przechodzą one do ITD" - powiedział poseł Krzysztof Tchórzewski (PiS), który był sprawozdawcą tego projektu podczas obrad Sejmu na początku października. Według nowelizacji straż gminna (miejska) nie będzie mogła umieszczać przy drogach atrap fotoradarów, czyli instalacji bez urządzenia rejestrującego.
Ponadto jej pracownicy będą mogli dokonywać kontroli na wszystkich drogach na terenie zabudowanym, a poza tym terenem wyłącznie na drogach gminnych, powiatowych i wojewódzkich. Na drogach krajowych fotoradary będą mogły być instalowane wyłącznie przez Inspekcję Transportu Drogowego na wniosek samorządu.
Fotoradary będą musiały być wyraźnie oznaczone i ustawione w widocznych miejscach. W przepisach znalazł się także zapis, według którego brana pod uwagę będzie możliwość błędu kierowcy do 5 km/h.
"W nowelizacji chodzi także o to, by wszędzie tam, gdzie jest informacja o fotoradarze, to oznacza, że on tam naprawdę jest i w związku z tym kierowca, który przekroczy dozwoloną prędkość zostanie słusznie ukarany" - tłumaczył Tchórzewski. Nowelizacja wydłuża okres postępowania mandatowego z 60 do 180 dni. "To spowoduje, że z decyzji, które są związane głównie z przekraczaniem prędkości, do sądów grodzkich będzie trafiało tylko około 10 proc. tych decyzji, a ich w tej chwili w całym kraju są tysiące" - powiedział Tchórzewski.
Zdaniem wiceministra infrastruktury Tadeusza Jarmuziewicza nowe przepisy - jeśli wejdą w życie - przyczyną się do poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach. "Rok 2009 był pierwszym, kiedy zanotowaliśmy wyraźny spadek ofiar śmiertelnych na drogach - z 5,4 tys. w 2008 r. do 4,5 tys. w roku ubiegłym" - powiedział wiceminister.

2010-09-08 09:01 Fotoradary i korupcja

Byli szefowie konsorcjum spółek Bumar-Radwar-Zurad staną przed sądem za domniemane nieprawidłowości przy wygranych przez nie przetargach na fotoradary dla policji. We wtorek warszawski sąd oddalił wniosek obrony o umorzenie tej sprawy.

Dotyczy ona kilku przetargów z lat 2000-2006 na fotoradary dla polskiej policji. Większość z nich wygrało konsorcjum polskich firm: Bumar, Radwar i Zurad - produkujących sprzęt ważny dla obronności i bezpieczeństwa. Firma Ramed - jako polski reprezentant czeskiej spółki Ramet, która przegrała większość przetargów - bezskutecznie je oprotestowała; złożyła też doniesienie do prokuratury.

Początkowo śledztwo umorzono, ale w 2007 r. podjęto je na nowo. Ostatecznie w 2009 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała do stołecznego sądu akt oskarżenia wobec 10 osób, w tym ówczesnego prezesa Radwaru Leszka P. i wiceprezes Bumaru Alicji I. Zostali oni odwołani z tych stanowisk po postawieniu im zarzutów - jest to obowiązkowe w przypadku spółek ważnych dla bezpieczeństwa państwa.

Oskarżonym (którym grozi do 5 lat więzienia) zarzucono, że w odpowiedzi na specyfikację warunków zamówienia podali nieprawdę, pisząc że radary produkowane przez Zurad spełniają wszystkie wymagane warunki. Prokuratura, opierając się m.in. na opinii powołanych biegłych, uznała, że oferowany sprzęt nie rejestrował pojazdów tak jak przewidywała specyfikacja. Zamawiająca sprzęt Komenda Główna Policji (występuje ona jako oskarżyciel posiłkowy) wymagała m.in., by na zdjęciach fotoradarów widać było twarz kierowcy, numery rejestracyjne auta, a także pas ruchu, którym jedzie.

Obrońcy zakwestionowali stanowisko prokuratury, jakoby radary nie spełniały warunków. Podnosili, że decydującą opinię wydali naukowcy, którzy nie byli specjalistami od tego typu radarów i widzieli je pierwszy raz w życiu. Obrona, która przedstawiła opinie powołanych przez siebie ekspertów, wniosła do sądu o umorzenie procesu. "Uważamy, że w całej sprawie brak jest znamion przestępstwa" - powiedział jeden z obrońców, mec. Wojciech Raduchowski-Brochwicz. Prokuratura była przeciw umorzeniu.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uznał, że umorzenie sprawy bez przesłuchania biegłych na rozprawie byłoby przedwczesne. Sędzia Agnieszka Jarosz dodała, że po tej czynności sąd rozważyłby ewentualne powołanie innych biegłych. Nie wiadomo jeszcze, kiedy proces ruszy.
"Dostawa została zrealizowana; policja używa tych radarów i nie ma z jej strony jakichś globalnych skarg; awaryjność urządzenia jest w normie" - mówił prezes spółki Zurad Jerzy Zakrzewski. "Patrząc z boku, jestem zdziwiony, o co w tym wszystkim chodzi, bo na pewno nie o jakość sprzętu, która jest dobra" - dodał.

Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie badała też, czy w sprawie nie było zmowy ze strony funkcjonariuszy z Biura Logistyki KGP. Śledztwo w tym wątku umorzono w grudniu 2006 r. z braku dowodów przestępstwa.

(źródło: moto.interia.pl)

2010-09-03 14:59 Lancie Delta z videoradarami

Warmińsko-mazurscy policjanci otrzymali całkiem nowe radiowozy. W zamian za wysłużone i rozbite "Meganki" do drogówki trafią nowiutkie Lancie z mocnymi silnikami. Prócz Lancii, do policji trafią Fiaty Ducato. Wszystkie nowe auta warte są prawie dwa miliony złotych.
Funkcjonariusze z Warmii i Mazur otrzymali 12 radiowozów. Sześć z nich to modele Lancia Delta z silnikiem Diesla o pojemności 1910 ccm (190 KM, Vmax: 222 km/h). Każdy z tych samochodów ma zamontowany wideorejestrator oraz zestaw komputerowy z drukarką i oprogramowaniem. Dodatkowym wyposażeniem pojazdów są tablice świetlne służące do wysyłania poleceń typu "Jedź za mną", "Stop Policja", które umieszczone są za tylną szybą.
Lancie Delta będą mogły rejestrować prędkość aut jadących przed, jak i za nimi. Dodatkowo policjanci będą nagrywać inne wykroczenia. Narzędzie w walce z drogowymi piratami trafi do policjantów z Komendy Wojewódzkiej w Olsztynie oraz do komend miejskich w Olsztynie i Elblągu oraz do powiatowych w Ostródzie, Mrągowie i Giżycku. Wartość jednego samochodu to ok. 127 tys. zł.
Oprócz samochodów osobowych, policjanci otrzymali Fiaty Ducato 250, które będa służyć jako ambulanse Pogotowia Ruchu Drogowego. Mają one przede wszystkim pomóc w jak najlepszym wykonaniu czynności związanych z zabezpieczeniem miejsca zdarzenia drogowego. Wnętrze każdego z Ducato jest podzielone na trzy przedziały: kabinę kierowcy, przedział biurowy ze stolikami pod komputer i szafkami oraz przedział magazynowy (miejsce na dodatkowe wyposażenie - umywalkę oraz szafkę ubraniową).
Każdy ambulans ma na swoim pokładzie cyfrową kamerę, wózek do mierzenia odległości, zestaw znaków drogowych, walizkę medyczną, teleskopowy maszt oświetleniowy, lampę oświetleniową na statywie, oświetlenie zewnętrzne z trzech stron pojazdu, składany parawan do wykonywania oględzin, przyrząd do badania skuteczności hamowania, podnośnik samochodowy, nożyce hydrauliczne, drukarkę, skaner, kopiarkę, agregat prądotwórczy, tablicę ostrzegawczą "Policja Uwaga Wypadek". Każdy z tych samochodów posiada niezależny system ogrzewania.

Za kilka dni pojazdy trafią do jednostek w Elblągu, Olsztynie, Iławie, Nidzicy, Ostródzie i Szczytnie. Wartość jednego ambulansu to ponad 203 tys. zł.

Radiowozy warte ponad 1,7 mln zł zostały zakupione w 80 proc. ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007-2013 a w 20 proc. ze środków własnych Policji.
źródło: moto.interia.pl

2010-09-03 10:42 To jest przemysł fotoradarowy!

Klub Lewicy zapowiedział w czwartek złożenie do NIK wniosku o zbadanie prawidłowości współpracy gmin z prywatnymi firmami dotyczącej fotoradarów.Z fotoradarów gminy uczyniły źródło stałego dochodu.
Lewica chce też zmian ustawy o ruchu drogowym, tak by wpływy z mandatów były w całości przeznaczane na remonty dróg. "Kilkadziesiąt godzin temu zakończyliśmy wakacje. Wakacje szczególne, w czasie których rozwinęła się w Polsce nowa gałąź przemysłu - przemysł fotoradarowy" - powiedział w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie wiceszef klubu Lewicy Marek Wikiński.
Według niego liczba czynnych fotoradarów w naszym kraju wzrosła w ostatnim czasie z 127 do 274. Jak zaznaczył, "w przeliczeniu na kilometry autostrad jest to chyba rekord Europy". Ponadto w ocenie Wikińskiego "w ostatnim czasie mamy do czynienia z kłusownictwem radarowym, które przejawia się wieloma patologiami".
Jak wyjaśniał wiceszef sejmowej komisji infrastruktury Wiesław Szczepański, fotoradary stały się dla wielu gmin "maszynką do zarabiania pieniędzy", po tym jak w 2007 roku za rządów PiS gminne straże miejskie dostały możliwość używania fotoradarów zarówno przenośnych, jak i stojących. Zwrócił uwagę, że z uwagi na wysokie koszty zakupu fotoradarów (nawet 200 tys. zł) wiele gmin dzierżawi je od specjalistycznych firm.

"Wyspecjalizowały się firmy, które wypożyczają gminom fotoradary - przenośne i stacjonarne. Jednocześnie obrabiają one zdjęcia (z fotoradaru), mają wgląd do dysku twardego (fotoradaru), ponieważ zgodnie z umową zwracają dane z dysku twardego dopiero po zakończeniu umowy" - tłumaczył wiceszef komisji infrastruktury.

Jak zaznaczył, firmy te "pobierają wynagrodzenie od każdego obrobionego zdjęcia, które kończy się wydaniem nakazu mandatowego i uzyskaniem tego mandatu". Poinformował, że otrzymują one od gmin od 60-80 zł za jedno zdjęcie.

"To oznacza, że w tych gminach, gdzie fotoradary są wypożyczone, a nie są własnością gminy, wystawiane są mandaty w maksymalnej wysokości, żeby w gminie została różnica (między kwotą mandatu a prowizją pobieraną za zdjęcie przez firmę wypożyczającą fotoradar)" - powiedział.

Jak poinformował Wikiński, klub poselski Lewicy zgłosi wniosek do NIK "o zbadanie prawidłowości współpracy gmin z firmami (wypożyczającymi im fotoradary) w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego".

Zapowiedział też złożenie wniosku do MSWiA "z postulatem zbadania, czy przestrzegana jest ustawa prawo o ruchu drogowym oraz specjalna instrukcja ministra spraw wewnętrznych i administracji, tak, aby po tym, co się wydarzyło w Mykanowie, nigdzie w żadnej polskiej miejscowości nie doszło do podobnych wydarzeń".

Chodzi o instrukcję, w której ministerstwo spraw wewnętrznych poleciło wojewodom, by sprawdzili funkcjonowanie straży gminnych, które używają fotoradarów obsługiwanych przez firmy zewnętrzne.

W ubiegłym miesiącu media informowały, że wojewoda śląski zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez straż gminną w Mykanowie. Stało się to po przeprowadzonej wiosną kontroli urzędu wojewódzkiego, która wykazała, że w 2009 roku w Mykanowie wystawiono 9 tys. 52 mandaty kierowcom złapanym na fotoradar. Tymczasem w przypadku innych wykroczeń takich mandatów w ciągu całego roku strażnicy wypisali jedynie 22.

"Już dzisiaj przewodniczący Szczepański przedstawi (na posiedzeniu podkomisji komisji infrastruktury) propozycję zmian legislacyjnych tak, aby wpływy z mandatów w całości były przeznaczane na remonty dróg, na poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego" - oświadczył wiceszef klubu Lewicy. "Mówię celowo wpływy a nie zyski, żeby właśnie wyeliminować tę patologię, która ma miejsce w wielu polskich gminach" - zaznaczył.

Szczepański przedstawił dane dotyczące kilku gmin, które - ocenił - pokazują, w jaki sposób niektóre gminy zarabiają na fotoradarach.

Rekordzistką pod tym względem jest - zaznaczył poseł Lewicy - gmina Biały Bór w województwie zachodniopomorskim. Według przedstawionych danych budżet tej gminy w 2010 roku wyniósł około 26,8 mln zł, a dochody z fotoradarów są planowane na około 7 mln zł. Podał też przykład gminy Góra (Dolnośląskie), która w 2009 roku po raz pierwszy wypożyczyła fotoradar. Jej tegoroczny budżet to około 53,3 mln zł a planowane wpływy z fotoradarów to około 1,4 mln zł.

"Kolejna gmina - Mykanów (Śląskie) - która ma obecnie postępowanie prokuratorskie za nieprawidłowe wystawianie mandatów, na ten rok już planuje 2,5 mln zł z fotoradarów. Dochody z fotoradarów to 21 proc. dochodów własnych tej gminy" - powiedział. Z kolei - mówił - w gminie Kęsowo (Kujawsko-Pomorskie) planowane na ten rok dochody z fotoradarów stanowią ponad 57 proc. dochodów własnych gminy i sięgają około 3,5 mln zł przy budżecie około 18 mln zł.

Jak ocenił, fotoradary "stały się de facto parapodatkiem bądź maszynką do robienia pieniędzy w wielu gminach".

2010-08-16 09:22 Wyłączyli radary - piraci wrócili

Brytyjczycy prowadzą wojnę o fotoradary. Poprzedni rząd wspierał ich montowanie. Obecny mniej przychylnie patrzy na urządzenia automatycznie mierzące prędkość.
Brytyjski rząd ograniczył budżety na utrzymanie sieci fotoradarów i zakup kolejnych urządzeń, by skłonić gminy do kontrolowania sytuacji na drogach także przy pomocy innych metod. Decyzja spowodowała wyłączenie części urządzeń do automatycznego pomiaru prędkości. Zwolennicy wyłączenia fotoradrów przekonywali, że nie wpłynie to na poziom bezpieczeństwa.
Rzeczywistość wygląda inaczej. Po drodze A44 Woodstock Road kierowcy pędzą z prędkością znacznie wyższą od dopuszczalnej jazdy ? informuje Mark Hughes z serwisu independent.co.uk. Wcześniej do naciskania gazu zniechęcały ich nie tylko mandaty, ale również punkty karne i związana z nimi wizja utraty prawa.
Liczba osób przekraczających dozwoloną prędkość znacznie wzrosła, gdy kilka dni temu władze hrabstwa Oxfordshire ogłosiły, że wyłączają wszystkie fotoradary.
W dwóch fotoradach pozostawiono jednak kliszę na pięciodniowy okres próbny ? informuje serwis independent.co.uk. Kierowcy nieświadomie przejeżdżali z nadmierną prędkością koło aktywnych urządzeń. Nie muszą obawiać się kary, jednak eksperyment dowiódł, że fotoradary wymuszały stosowanie się do ograniczeń prędkości.
Na Woodstock Road, gdzie obowiązuje limit 30 mil/h (48 km/h) 110 kierowców jechało powyżej 35 mil/h (58 km/h). Oznacza to, że wiadomość o wyłączeniu fotoradarów tylko na jednym odcinku drogi zwiększyła liczbę wykroczeń o 18 proc. Z brytyjskich analiz wynika, że zamontowanie fotoradaru przynosi 42-procentowy spadek tragicznych wypadków w danym punkcie trasy.
Powodem do dyskusji społecznej na temat słuszności rozbudowy sieci fotoradarów, był jej szczególnie intensywny rozwój w ostatnich latach. Osiągnięto poziom sześciu tysięcy aktywnych fotoradarów, co oznacza, że w Wielkiej Brytanii jest ich 24 razy więcej niż w Polsce.

2010-07-19 15:35 Farba, która chroni przed radarem?!

Fotoradary rosną przy drogach jak grzyby po deszczu. Niebawem urządzenia mogą przestać spełniać swoją rolę. Wszystko za sprawą specjalnej farby...
Izraelska firma NanoFlight opracowała lakier, który znacząco zmniejsza szansę na wykrycie obiektu przez radar ? poinformował serwis motorcycle.org.

Farba wykonana w nanotechnologii nie gwarantuje całkowitej niewidzialności dla radarów. Działa jednak na tyle dobrze, by uczynić klasyczne radary praktycznie bezużytecznymi. Skład lakieru powoduje pochłanianie promieniowania emitowanego przez radary oraz oddawanie go do otoczenia w formie ciepła.

O możliwości cywilnego zastosowania farby informują sami przedstawiciele firmy NanoFlight. Przekonują, że lakier będzie skutecznie chronił m.in. przed promieniowaniem elektromagnetycznym ze stacji transformatorów.

Piraci nie powinni jednak cieszyć się na zapas. Nawet tak zaawansowane rozwiązanie nie zda egzaminu w konfrontacji z laserowymi miernikami prędkości oraz wideorejestratorami.
źródło: Onet.pl

2010-07-16 13:09 Fotoradar, czyli pic na wodę

Z krajobrazu naszych miast i wsi mają zniknąć atrapy fotoradarów. Podobno nie zdały egzaminu.

Powinny skłaniać kierowców do zdjęcia nogi z gazu, tymczasem miejscowi wiedząc, że mijany codziennie słupek ze skrzynką to zwyczajny pic na wodę, nic sobie nie robią z ich obecności i gnają dalej, podczas gdy obcy na widok przypominającego peryskop okrętu podwodnego masztu gwałtownie hamują, co nie tylko wprowadza zamieszanie, ale także grozi wypadkiem. Jeśli usuniemy fotoradarowe wydmuszki - rozumują najwyraźniej autorzy proponowanej nowelizacji prawa drogowego - wszyscy będą pędzić jednakowo szybko, przez co zrobi się bezpieczniej. Logiczne?

Powiedzmy od razu, że straszenie kierowców atrapami ma w Polsce dość długą tradycję. W czasach PRL przy drogach ustawiano wycięte z dykty sylwetki radiowozów i milicjantów. Niestety, autorzy tej maskarady nie zadbali o realia: radiowóz lśnił nowością, milicjant się uśmiechał, a cały "patrol", zamiast zgodnie z ówczesnym zwyczajem tkwić w krzakach, był widoczny z daleka. Piraci drogowi błyskawicznie więc zorientowali się w zmyłce, co narażało sztucznego funkcjonariusza MO na wyzwiska, a nawet przejawy agresji.

System fotoradarów i ich atrap był rozwinięciem wspomnianego pomysłu sprzed lat i opierał się na zasadach gry w rosyjską ruletkę. Rozstawiasz w całym kraju tysiąc masztów ze skrzynkami i tysiąc znaków "Uwaga, fotoradar!". Co prawda masz tylko 50 urządzeń pomiarowych, ale zmieniasz nieustannie ich lokalizację. Kierowca wie, że szansa, iż w charakterystycznej budce, którą napotyka na swej drodze, znajduje się miernik prędkości, wynosi jak 1:20, ale jeśli nie ma natury hazardzisty, wówczas, pamiętając o rotowaniu aparatury, woli zachować ostrożność.

I byłoby świetnie, gdyby służby odpowiedzialne za fotoradary faktycznie, zgodnie z założeniami, często i w zmyślny sposób je przenosiły. Niestety, liczne fotoradarowe budki od początku były i są zawsze puste. Dzisiaj, zaniedbane, opuszczone, jeżeli kogokolwiek straszą, to wyłącznie estetów - swoim żałosnym wyglądem. Niewykluczone zresztą, że brak mobilności fotoradarów nie wynika z ludzkiego lenistwa, lecz z chłodnej kalkulacji - urządzenia umieszczono i pozostawiono tam, gdzie przynoszą największy urobek. Pokusa czerpania wielkich dochodów z mandatów przeważyła nad szczytnymi celami działań prewencyjnych...

Jeden z posłów, opowiadających się za likwidacją pustych masztów fotoradarowych, nazwał ich obecność "parodią" tymczasem zapobieganie przez odstraszanie może być naprawdę skuteczne, o ile robi się to z głową.

Pewien rolnik z Bieszczad miał kłopot z natrętami, którzy masowo, czyniąc sobie wygodny skrót, przechodzili przez jego gospodarstwo. Prośby, groźby, zasadzanie się z widłami, zagradzanie przejścia płotem, ustawianie tablic "Teren prywatny, wstęp wzbroniony" i tym podobne konwencjonalne metody nic nie dały. Pomógł dopiero duży napis z przestrogą: "Uwaga, żmije!". Turyści zaczęli to miejsce omijać z daleka. Lokalna ludność wiedziała, że to podpucha i nadal chodziła utartymi ścieżkami. Zmieniłaby z pewnością swoje przyzwyczajenia, gdyby gospodarz zadbał, by na objętym ostrzeżeniem terenie żmije rzeczywiście od czasu do czasu się pojawiały. I to nie w postaci plastikowych atrap, ale jak najbardziej żywej gadziny...

(źródło: poboczem.pl)